Home > Felieton, Gry, Retro, Video, Zestawienia > Niekończąca sie historia, nieukończone gry… [2]

Niekończąca sie historia, nieukończone gry… [2]

Marzec 26th, 2015 Idź do komentarzy

capman

Przez wszystkie lata istnienia konsol ujrzeliśmy dziesiątki (jak nie setki i tysiące) świetnych gier, które na zawsze zapisały się złotymi literami w historii branży. Rzadko kiedy wspomina się jednak o tytułach, które mogły namieszać… gdyby kiedykolwiek ujrzały światło dzienne. I to właśnie im będzie poświęcona druga odsłona cyklu o niewydanych grach.

Niektóre z poniższych gier ujrzeliśmy w innej formie niż planowano, inne wyciekły po latach do sieci, a jeszcze inne do dzisiaj są obiektem poszukiwań zaciekłych fanów. Zapraszam na krótki przegląd najciekawszych tytułów.

Castlevania Resurrection


screen13

Czasem zdarza się, że śmierć konsoli przekreśla wydanie gier będących jeszcze w fazie projektowania. Castlevania Resurrection została anulowana po około dwuletnim procesie developingu. Siedemnasta odsłona wampirzej sagi miała przenieść nas do roku 1666 i pozwolić wcielić się w Sonie i Victora z rodu Belmontów. Gra miała posiadać w pełni trójwymiarową grafikę, wykorzystującą w pełni potencjał drzemiący w konsoli Segi. Resurrection pierwotnie miało być zresztą tytułem startowym konsoli w USA, jednakże spięcia na linii japońskiego i amerykańskiego oddziału Konami oraz przeciągająca się produkcja spowodowały, że gra nie została zakończona nawet w feralnym 2001 roku, kiedy niebiescy ogłosili wycofanie się z rynku konsol. Nie oznacza to jednak, że wszystkie elementy makaronowej Vanii trafiły do kosza – wiele z nich wykorzystano w późniejszych odsłonach, takich jak Castlevania: Curse of Darkness na PS2. Co ciekawe, płyta z wersją beta gry została wystawiona na sprzedaż w 2003 roku i sprzedana za ok. 3000 euro – niestety, nabywca do dzisiaj pozostaje anonimowy.

Onimusha: Demon Warrior


maxresdefault

To pierwsza gra na liście, która doczekała się gruntownego liftingu na kolejnej generacji konsol. Onimusha pierwotnie była planowana jako odnoga serii Resident Evil o tytule Sengoku Biohazard. Demon Warrior planowo miało ukazać się jeszcze na Playstation w 1999 roku, jednak gracze nigdy nie ujrzeli na oczy grywalnej wersji, otrzymując jedynie porcję screenów i video z prezentacji tytułu podczas targów Tokyo Game Show. Gra, oparta na silniku znanym z RE2 była w zasadzie tą samą Onimushą, która ostatecznie trafiła na PS2, zaś zaawansowanie prac nad tytułem wynosiło około 50%. Onimusha: Demon Warrior zostało oficjalnie przerzucone na PS2 podczas targów TGS w 1999 roku (już jako Onimusha: Warlords), dając początek jednej z lepszych serii na czarnuli.

Resident Evil Zero (Nintendo 64)


N64_re0_screen004

Zostając w temacie „przerzuconych” gier Capcomu należałoby wspomnieć również o Resident Evil Zero, które pierwotnie miało ukazać się na Nintendo 64 i korzystać z dobrodziejstw oferowanych przez szybkie loadingi na kartridżach. Pierwsze demo RE0 zostało zaprezentowane w 2000 roku, będąc jednocześnie ostatnim pokazem gry na odchodzącej do lamusa konsoli Big N. Pokazowa wersja oferowała początkowy etap gry, rozgrywający się w zainfekowanym przez wirusa T pociągu. Pomimo obaw wynikających z konieczności dostosowania gry do nośnika mini DVD (zmieniającego całkowicie filozofię przełączania się pomiędzy dwójką grywalnych bohaterów) ekipa z Capcomu zadecydowała ostatecznie przenieść projekt na nadchodzącą konsolę, skrywającą się pod kodową nazwą Project Dolphin – co wyszło grze na dobre, bowiem różnica w oprawie audiowizualnej była wprost kolosalna… a Nintendo otrzymało kolejny mocny tytuł w bibliotece tytułów ekskluzywnych na GCN.

Dragon’s Crown (Dreamcast)


dragons_crown_artbook04

Jaki tytuł powstawał prawdopodobnie najdłużej w historii gier? Oczywiście zakładając, że w końcu doczekał się premiery.

Too Human? Zdecydowanie nie. Duke Nukem Forever? Prawie, prawie. Final Fantasy XV? Wciąż ma szanse na zwycięstwo, ale chwilowo korona należy do kogo innego. Panie i panowie, przed wami Dragon’s Crown. Tak, dobrze widzicie – niedawny hit z PS3 i Vity rozpoczął swój żywot w 1998 roku jako gra na Dreamcasta. Niestety, produkcja tej wersji została wstrzymana ze względu na problemy ze znalezieniem wydawcy – a sama gra była zmuszona czekać na lepsze czasy. Na otarcie łez, posiadacze artbooka dodawanego do wydanej w końcu gry otrzymali również szkice koncepcyjne pochodzące z wersji na makarona.


Thrill Kill (PSX)


thrill

Fakt, że gra została ukończona w 100%, ale nigdy nie trafiła do tłoczni czy sprzedaży brzmi dość absurdalnie – jednak nie znaczy to, że takie sytuacje nie miały miejsca. Taki los spotkał min. Thrill Kill na pierwszego pleja. Fabuła powyższej pozycji prezentowała się dość banalnie, opowiadając historię zurbanizowanego piekła gdzie dusze potępionych walczą o szansę powrotu do świata żywych. To, co wyróżniało produkcję (i ostatecznie przekreśliło jej wydanie) to ogromna dawka brutalności i motywów rodem z filmów sado-maso, takich jak ubrania zawodników czy ciosy ochrzczone min. jako „swallow this” i „bitch slap”. Na nieszczęście twórców (którzy liczyli na sprzedaż na fali kontrowersji) pierwotny wydawca gry, Virgin Interactive został kupiony w 1998 roku przez Electronic Arts – którzy kategorycznie odmówili wydania tak brutalnej gry. W obliczu takiego obrotu spraw zespół dłubiący nad grą postanowił udostępnić ją w internecie, zaś pirackie kopie dość szybko obiegły czarny rynek.

Propeller Arena (Dreamcast)


propeller_arena_14

Ofiarą politycznej poprawności padło również Propeller Arena na Dreamcasta. Gra była sympatyczną zręcznościówką, opowiadającą o futurystycznym turnieju walk samolotów z okresu II Wojny Światowej. Moglibyście zapytać co było nie tak z grą, skoro postanowiono wstrzymać jej wydanie – odpowiedzią będzie… pech Segi. Propeller Arena miała ukazać się w drugiej połowie 2001 roku, jednak jej premierę poprzedziły ataki terrorystyczne na World Trade Center w Nowym Jorku. Jak łatwo się domyślić, gra o samolotach walczących pomiędzy ogromnymi biurowcami z miejsca wyleciała z listy wydawniczej… ale nie oznacza to, że nie zagościła w czytnikach graczy. Tak samo jak w przypadku Thrill Kill tytuł wylądował w sieci P2P, gdzie zyskał drugie życie.

Sadness (Wii/Wii U?)


sadness52410

Na koniec moich wywodów pozostawiłem sobie rodzynka z rodzimego podwórka, czyli Sadness na Nintendo Wii autorstwa krakowskiego Nibris, znanego później jako Blobber Team. W tym przypadku mamy do czynienia z pozycją, co do której nie ma jakiejkolwiek pewności odnośnie jej faktycznego istnienia. Po pierwszym pokazie (zalatującym na kilometr reżyserowanym wideo) gra… po prostu zapadła się pod ziemię. Oczywiście – do 2008 roku studio zapewniało o znacznym postępie w pracach nad tytułem, jednak nigdy nie dane było nam ujrzeć choćby skrawka gameplayu – zaś po pewnym czasie oficjalna strona gry… po prostu zniknęła. Czy powinniśmy żałować zawieszenia prac nad Sadness? I tak… i nie. Historia będąca horrorem osadzonym przed I wojną światową w Europie Wschodniej mogła działać na wyobraźnię – zwłaszcza, że protagonistką miała być polska arystokratka, Maria Lengyel. Z drugiej strony, trudno płakać nad tytułem który prawdopodobnie nigdy nie istniał – choć według plotek nadal powstaje, został przeniesiony na Wii U, a za jego realizację odpowiada teraz zagraniczne Cthulhi Games. Czy premiera, zapowiadana na 2016 rok jest tylko kolejnym ponurym żartem? Pożyjemy, zobaczymy…







  1. philipo
    Marzec 27th, 2015 at 10:58 | #1

    Świetny art, dzięki za odzew i naprawę linku ;-)

  2. Den
    Marzec 27th, 2015 at 15:51 | #2

    Wciąż wierze, ze Castlevania Resurrection ujrzy światło dzienne. Skoro na RE 1.5 mogliśmy czekać 16 lat, to i na Vanie poczekamy.

  3. philipo
    Marzec 27th, 2015 at 15:54 | #3
  4. Celty
    Marzec 27th, 2015 at 17:36 | #4

    Propeller Arena… pamiętam, że grałam w to z bratem na naszym (już świętej pamięci [*]) Dreamcaście. Wtedy nawet nie wiedziałam, że gra nigdy nie wyszła – piraty na CD-R były normą. A gra sama w sobie była jedwabista, może dlatego że od małego uwielbiałam samoloty ^^

  5. SroQ
    Marzec 27th, 2015 at 17:43 | #5

    @philipo
    Takich ujawnionych i niewydanych gier są setki, co w prostej drodze ułatwi nam kolejne odsłony cyklu :D

    Strona Unseen64, traktująca o anulowanych grach swojego czasu była moją małą Biblią, więc do tematu jeszcze na pewno wrócimy.

  6. philipo
    Marzec 27th, 2015 at 18:36 | #6

    @SroQ
    Na to właśnie liczę,że temat będzie kontynuowany ;-)

  7. Gomlin
    Marzec 28th, 2015 at 23:12 | #7

    Przyznam, że gdybym był na miejscu posiadacz N64 w tamtych latał byłbym wkurwiony na maxa… Najpierw pokazanie gry i zaprezentowanie jej na mojej maszynce a potem sru na nową generację – której zapewne od razu bym nie kupił. Owszem grze wyszło to na dobrze ale szkoda, że nie zrobili mimo wszystko portu na N64 – zachęcając do gry masy posiadające tą konsolkę ;)
    Thrill Killa będę pamiętał jeszcze długie lata ;) Najciekawsze jest to w jakiej niewiedzy żył człowiek. Nie mając dostępu do internetów tak powszechnie jak teraz myślało się, że gra jest pełnoprawnym legalnie wydanym tytułem – tak to wskazuje na to, że jak większość ludzi w PL konsolka miała odpowiednie przekalibrowany laser ;]

  8. Shi-Tsu
    Kwiecień 1st, 2015 at 18:30 | #8

    Damn. Gdyby Onimusha wyszla na Psxa to moglbym go teraz ogrywac na swoim PSP. Capcom, jak mogliscie ;__;

  9. Dr Grzybiarz
    Kwiecień 1st, 2015 at 21:46 | #9

    @Gomlin
    To wyobraź sobie co muszą czuć ludzie czekający na The Last Guardian :D

  10. Gomlin
    Kwiecień 2nd, 2015 at 22:21 | #10

    @Dr Grzybiarz
    No tak ale The Last Guardian oficjalnie wciąż powstaje więc wciąż jest nadzieja :P

  11. SroQ
    Kwiecień 3rd, 2015 at 16:03 | #11

    @Gomlin
    Nawet jeżeli TLG wyjdzie, to już na pewno nie na PS3 ;p

  12. Dr Grzybiarz
    Kwiecień 4th, 2015 at 14:44 | #12

    @SroQ
    Dokładnie. The Last Guardian był dla mnie jednym z silniejszych impulsów do kupna chlebaka. Co prawda zakupu konsoli nie żałowałem, ale jakiś żal pozostał ;P

  13. Den
    Kwiecień 11th, 2015 at 15:04 | #13

    @Dr Grzybiarz
    I know that feel, bro.

  14. SwiatN
    Kwiecień 27th, 2015 at 10:22 | #14

    Z Sadness sprawa jest dosyć skomplikowana. Miałem kiedyś okazje widzieć biuro Nibris od środka i widziałem wczesną alphe gry – fragment w jaskini albo na wysypisku śmieci. Po tym co zobaczyłem może i lepiej że gra nigdy nie wyszła, bo grafa była okropna.