Home > Gry, Retro > Historia jRPG, część pierwsza czyli Dragon Quest

Historia jRPG, część pierwsza czyli Dragon Quest

Marzec 10th, 2012 Idź do komentarzy

 

Japońskie RPG, pomimo, że lata swojej świetności mają już za sobą, kiedyś były bardzo popularne. Nie można zaprzeczyć, że odmieniły już na zawsze wizerunek gier. Jak to się wszystko zaczęło? Jak wyglądał pierwszy jRPG w historii? Kto go stworzył? Zapraszam do lektury!

 

Ultima1

Tak wyglądała walka w pierwszej części Ultima na Apple II w 1981 roku

 

By zrozumieć istotę i przyczynę powstania jRPG, musimy się cofnąć, aż do roku 1986. To były czasy gdy Nintendo powoli swoją pierwszą konsolą opanowywało rynek gier a serię takie jak Ultima czy Wizardry były u szczytu swojej popularności. Jednak dla wielu graczy krokiem nie do przejścia było już nawet samo zapoznanie się z mechaniką gry. Większość ówczesnych RPGów wymagało przeczytanie instrukcji, a ta potrafiła liczyć nawet, aż 200 stron! W wielu grach z tego gatunku wykorzystywano system komend, które trzeba było wpisywać np. podczas walki. By rzucić nawet jeden czar, musieliśmy znać na pamięć jego nazwę, oraz odpowiednią komendę by zadziałał. Wystarczyło zgubić instrukcję i już mogliśmy pożegnać się z dalszą grą. Dzisiaj do takich czynności w grach jak np. rozmowa z NPC, otwarcie skrzynki ze skarbem czy otworzenie jakiś drzwi służy zazwyczaj tylko jeden przycisk, natomiast w RPG z roku 1986 i wcześniejszych, każda z nich miała przeważnie własną, oddzielną komendę. Brzmi skomplikowanie i nielogicznie? Niestety pierwsze RPG właśnie tak wyglądały. Głównie z tych powodów dziś praktycznie są niegrywalne.  Na całe szczęście dla leniwych graczy nadeszło zbawienie, już wkrótce człowiek o imieniu Yūji Horii miał raz na zawsze odmienić oblicze RPG!

 

A tak wyglądały lochy w pierwszej części Wizardry, również z 1981 roku

 

W 1986 roku nie było wielu gier, które posiadały dobrą fabułę, w sumie można powiedzieć, że nie było żadnych gier, które opowiadałyby jakąś niezwykle skomplikowaną historię. Yūji Horii i to miał zamiar zmienić. Nasz dzielny Japończyk wyznaczył sobie za cel, stworzenie gry na kształt opowieści fantasy, w której poznanie dalszych losów bohaterów już samo w sobie byłoby zachętą do kontynuowania gry. Już wcześniej  Yūji Horii miał doświadczenie przy tworzeniu pierwszych w historii gier typu „visual novel” (i tak jak przy jRPG, również jest uznawany za twórcę tego gatunku). Aby wciągnąć graczy jeszcze bardziej w fikcyjny świat nawiązał współpracę z twórcą serii Dragon Ball, Akirą Toriyama. To właśnie on stworzył szkice koncepcyjne postaci i pojawiających się w grze przeciwników.

 

Tytuł startowy w japońskiej wersji Dragon Quest na NES w 1986 roku

 

I tak powstał Dragon Quest, który swą premierę w Japonii miał 27 maja 1986. Już w pierwszych dniach sprzedaży osiągnął wielki sukces, sprzedając się łącznie w 2 milionach egzemplarzy w samej Japonii! (co w tamtych czasach było wynikiem co najmniej rewolucyjnym). Dragon Quest ochrzczony został tytułem „light RPG” z powodu uproszczenia wielu elementów gry. Nie trzeba było już studiować 200 stron instrukcji, by zapoznać się z podstawowymi zasadami gry. W Dragon Quest mogliśmy praktycznie zacząć swoją przygodę bez jakiegoś większego przygotowywania. Podczas gry po otworzeniu menu ukazywały się nam 8 komend: „Talk” (służył do rozmawiania z postaciami), „Spell” (mogliśmy użyć czarów takich jak leczenie, czy powrót do miasta), „Status” (wyświetlał współczynniki postaci, które co prawda nie mogliśmy w żaden sposób modyfikować, jednak zwiększały się nam automatycznie po zdobyciu kolejnego poziomu doświadczenia) „Item” (by skorzystać z danego przedmiotu), „Stairs” (oczywiście, dzięki nim schodziliśmy po schodach) „Door” (służył do otwierania drzwi) „Search” (dzięki tej komendzie znajdowaliśmy różne przedmioty) „Take” (otwieraliśmy skrzynie z przedmiotami). Jak widzicie dzisiaj do tych wszystkich poleceń służą tylko dwa-trzy przyciski jednak w roku 1986 i tak była to rewolucja w RPG.

 

Walka w Dragon Quest oraz maskotka serii „Slime”  jako nasz przeciwnik

 

Walki w Dragon Quest toczone były tak jak w starszych RPG z perspektywy pierwszej osoby. Gdy wychodziliśmy z miasta pokazywała nam się mapa świata i właśnie na niej co kilka chwil zmuszeni byliśmy do odbycia losowych walk.  Bitwy rozgrywaliśmy jeden na jednego w formie pojedynku,  mogliśmy użyć czterech komend „Fight” (atakowaliśmy bronią białą) „Spell” (używaliśmy czarów, których w sumie było zaledwie osiem, tylko dwóch z nich używaliśmy do zranienia przeciwnika) „Run” (oczywiście stosowaliśmy to by uciec) i „Item” (do użycia podczas walki przedmiotu). Potworów z którymi będziemy walczyć jest bardzo dużo, są bardzo zróżnicowanie oraz ciekawie zaprojektowane. Walki nie wymagały taktyki, wystarczyło podpakować  trochę postać, by pokonać trudniejszego przeciwnika. Grindu w pierwszej części Dragon Quest jest bardzo dużo i praktycznie można powiedzieć, że jest całą esencją tej gry, ponieważ właśnie to walki sprawiają nam największą przyjemność podczas rozgrywki.

 

Podczas przygody w Dragon Quest odwiedzamy miasta, zamki, lochy, podziemia i ruiny wiosek, czyli praktycznie wszystkie lokacje, które powinny znaleźć się w porządnym staroświeckim RPGu. Świat gry jest naprawdę duży i jego sama eksploracja przynosi nam wiele rozrywki. W każdym z miast są ludzie, z którymi naprawdę warto porozmawiać, ponieważ często mają do powiedzenia naprawdę przydatne informacje, które często wskazują nam dalszą drogę. Oczywiście w miastach są również sklepy, w których możemy kupić ekwipunek taki jak bronie, zbroje czy tarcze.

 

Amerykańska wersja Dragon Quest, czyli Dragon Warrior na NES

 

Fabuła w Dragon Quest nie jest specjalnie oryginalna i dziś nie wydaję się nawet  trochę epicka. Nasza przygoda zaczyna się w momencie gdy świat zostaję zaatakowany Dragonlorda, który na domiar złego porwał księżniczkę Gwaelin, a jej ojciec król Lorik zamierza już oddać swoje królestwo by ją uratować. Na całe szczęście tu pojawia się nasz główny bohater, potomek dawnego zbawcy świata Edricka (jest wiele wersji jego imienia w zależności od wydania)i bierze sprawy w swoje ręce. Jak widzicie historia jest naprawdę banalna, jednak o jej wyższości nad innymi grami w roku 1986 świadczył sposób jej przedstawienia. W trakcie gry podczas setki rozmów z postaciami, dowiadywaliśmy się o historii świata, królestw, motywów głównego złego, czy nawet o samym naszym bohaterze. Drogą do przejścia gry nie było tylko przebrnięcie przez 50 poziomów podziemi, musieliśmy użyć przedmiotów takich jak „Rainbow Drop” by stworzyć most prowadzący do zamku Dragonlorda, musieliśmy zagrać na flecie by uśpić golema, który strzegł miasta. To wszystko to tylko kilka przykładów, dzięki którym Dragon Quest wyznaczył raz na zawsze nowe metody prowadzenia fabuły i stworzył złudzenie, że czytamy jakąś dobrą baśń lub książkę fantasy.

 

Dragon Quest był pierwszym RPG, w którym występowało nieliniowe zakończenie. „SPOILER” Otóż gdy uratowaliśmy już księżniczkę, zabijając złego smoka który miał za zadanie powstrzymać ją przed ucieczką i nie dopuścić do niej „bohaterów” , którzy chcieli ją uratować ,oraz stanęliśmy twarzą w twarz z Dragonlordem, przedzierając się wcześniej przez hordy potworów w jego zamku, dostawaliśmy ofertę dzięki której moglibyśmy mieć połowę królestwa dla siebie, i ramię w ramię rządzić światem z naszym głównym złym. I tak właśnie wyglądało drugie zakończenie gry. „KONIEC SPOILERA”.

 

Finałowa walka i zakończenie Dragon Warrior

 

Dziś w Dragon Quest da się bez problemu zagrać, i chociaż wersja na pierwszą konsolę Nintendo odstrasza swoim wyglądem, tak remake na SNES czy GBC potrafi wciągnąć na długie godziny (szczególnie polecam grać na sprzęcie przenośnym).

 

I tak poznaliśmy pierwszego jRPG w historii. Dragon Quest wywołał w Japonii szaleństwo, co nawet do dzisiaj świadczy ilość wydanych części serii, jak i również jego licznych spin-offów. Jednak złote czasy tego gatunku miały jeszcze dopiero nadejść. Już w roku 1987 pojawiła się druga część Dragon Quest, która podniosła jeszcze wyżej poprzeczkę a 10 miesięcy później powstała seria, która od swej premiery zaczęła godnie rywalizować ze smoczą serią, czyli Final Fantasy.

 

Spróbuję również i o tych wydarzeniach napisać, jednak już dziś zapraszam do przeczytania recenzji pierwszej części Dragon Quest w wersji na Super Nintendo, która ukaże się już niebawem!

 

P.S: Ten wpis jak i inne możecie również znaleźć na moim blogu: Ps2Archive





Tagi:Tagi: , ,


  1. McMuffin
    Marzec 17th, 2012 at 11:48 | #1

    Dragon Questy wspominam bardzo ciepło z czasów PS2 i DS-a; VIII jest jednym z najlepszych RPG-ów jakie ogrywałem, częsci DS-owe z kolei niemal nie miały konkurencji na swoim polu. Chyba czas zabrać się w końcu za starsze odsłony, chociaż jedynce przydałby sie remake jaki zrobiono np. FFI na PSP.

  2. SroQ
    Marzec 17th, 2012 at 11:55 | #2

    Ósemka na PS2 to była moc, szkoda, że IX na DS-a szybko mnie znudziło. Ale w Monsters Jokery grało się przyjemnie, nie powiem.

  3. Xeron
    Marzec 18th, 2012 at 00:11 | #3

    Jedynka ma remake na SNES, który do dziś całkiem przyzwoicie wygląda.