Z życia karawany #3 I’ll be back.

Minęło sporo czasu od kiedy witaliśmy nowy (zdaniem niektórych – ostatni) 2012 rok. Od tego czasu minął już ponad miesiąc, co przyniosło karawanie spory sen zimowy. W związku ze sporą ilością pytań, co się dzieje z blogiem (oraz pewnymi przepowiedniami o rychłym upadku) wypadałoby, abym wyjaśnił wam pokrótce, jak się sprawy mają – tak więc zapraszam zainteresowanych do rozwinięcia.
Nie będą one przesadnie długie – głównym powodem jest zmora wszystkich studentów, a imię jej sesja. Miesiąc nieprzespanych nocy, wstawania rano tylko po to żeby paść ledwo żywym późną nocą oraz egzaminy, egzaminy, egzaminy – a na deser kolokwia – po kilku tygodniach takiego maratonu istnieje naprawdę spora szansa, że nie będziemy pamiętać własnego imienia.
Tak czy inaczej, robiliśmy wszystko, aby wrócić do was jak najszybciej i obok tradycyjnych newsów dać wam coś ekstra – nie będę wiele zdradzał, ale pracujemy nad kolejnymi ‘większymi’ tekstami, które powinny was usatysfakcjonować. Przy sprzyjających wiatrach pierwszy z nich wleci na bloga jeszcze w tym tygodniu, więc trzymajcie rękę na pulsie. I przy okazji dziękujemy tym wszystkim, którzy okazali nam zrozumienie – jesteśmy tylko ludźmi i też potrzebujemy chwili wytchnienia. Do następnego!
PS. Nowy konkurs też się robi, wciąż zastanawiamy się nad formą i nagrodami.



























Dobrze wiedziec, ze bloga nie porzucono. Z niecierpliwoscia czekam na nowe wpisy ;)
Karawano, macie dać radę, bo wam wszem i wobec nogi z tyłka powyrywam. A tak na powaznie – cieszy mnie, że nie tuszujecie niczego w kwestii działania bloga i gdy już nastepuje jakaś trudna sytuacja, to jasno tłumaczycie, czemu serwis ma taką a nie inną częstotliwośc nowych tekstów – to się wam chwali. Poza tym widzę, że nowy nabór też zbiera swoje żiwo, więc gud lak, dak.