Home > Felieton, Gry > Wzloty i upadki serii Final Fantasy, część pierwsza

Wzloty i upadki serii Final Fantasy, część pierwsza

Listopad 5th, 2011 Idź do komentarzy


Seria gier z dwiema magicznymi literkami F w tytule jest jednym z nestorów elektronicznej rozgrywki. Młodsza o zaledwie cztery lata od pamiętnego Mario Bros i zaledwie rok od The Legend of Zelda stała się swoistym symbolem – mówisz jRPG, myślisz Final Fantasy.
Zapraszam więc do pełnej zwrotów akcji historii o tym, jak wirtuozi ze Squaresoft odmienili świat gier video.

W drugiej połowie lat 80. japońska firma Squaresoft nie miała lekkiego życia, znajdując się na skraju bankructwa. W tym czasie w Kraju Kwitnącej Wiśni topowym hitem była gra RPG, Dragon Quest, co skłoniło Hironobu Sakaguchiego do przedstawienia szefostwu firmy projektu gry z tego gatunku. Miała się nazywać Final Fantasy i być łabędzim śpiewem Square na rządzącego wtedy Famicoma . Jak to czasem bywa, los chciał aby stało się zupełnie inaczej – gra sprzedała się w Japonii w ogromnych ilościach, zaś podupadający developer okazał się nagle prawdziwym molochem branżowym. Pierwsza część serii doczekała się także wydania na rynku amerykańskim (nasz kontynent pominięto, co będzie przez wiele lat tradycją) oraz licznych reedycji na takie maszynki jak komputery MSX, a wiele lat później Playstation, Wonderswan, Game Boy Advance i PSP.

Co zadecydowało o szalonej popularności pierwszego Finala? Z perspektywy dzisiejszego gracza może to brzmieć trochę abstrakcyjnie, ale posiadał on wszystko, co było potrzebne rasowej grze fabularnej – ładną grafikę, bardzo dobry system walki, rozbudowany rozwój postaci czy wreszcie wciągającą i ciekawą fabułę. Ta zresztą grała zawsze pierwsze skrzypce, o czym wspominał Sakaguchi przy okazji wydania dziesiątej części:

Nie sądzę, żebym potrafił stworzyć dobrą grę akcji. Preferuję opowiadanie historii.

Oczywiste stało się, że kwestią czasu jest pojawienie się na konsolach sequela produkcji. Tak więc rok po premierze pierwszej części światło dzienne ujrzała gra Final Fantasy II, tym razem wyłącznie w Japonii. Taki sam los spotkał wydaną w 1990 roku Final Fantasy III – przy jej okazji warto wspomnieć, że była ona pożegnaniem się twórców z mocno leciwą już konsolą Nintendo, ale za to pożegnaniem z wielką klasą. Powrócono do znanego z jedynki Job System, po raz pierwszy pojawiły się też znaki firmowe wszystkich kolejnych gier spod znaku FF, takie jak chociażby Moogle i Choccobo czy potężne Summony, przywoływane przez bohaterów w trakcie walki. Po wielu latach twórcy postanowili stworzyć remake gry w pełnym 3D i wydać go na konsole Nintendo DS – tym razem we wszystkich możliwych regionach.

W erę 16-bitowych konsol Squaresoft wkroczył wraz z premierą czwartego FF-a w roku 1991. Możliwości konsoli SNES pozwoliły ekipie Sakaguchiego wykonać niespotykany skok jakościowy w stosunku do poprzedników, co fani (ponownie tylko japończycy i amerykanie) przyjęli z ogromnym entuzjazmem. Tak jak w przypadku FFIII, czwórka doczekała się zremasterowanej, trójwymiarowej edycji na DS-a.
Idąc za ciosem, w 1992 roku w ręce graczy trafia Final Fantasy V. Zgodnie z zasadą bigger, better, fabuła piątki jest jeszcze bardziej trzymająca w napięciu, zaś interakcje pomiędzy postaciami zostały znacznie rozbudowane. Swoje pięć groszy dokłada w tym momencie Nobuo Uematsu, tworząc jeden z najlepszych sountracków w serii.

Gdy mogłoby już się wydawać, że następczyni części V nie będzie w stanie podnieść poprzeczki jeszcze wyżej, nadszedł rok 1994 i premiera Final Fantasy VI (w USA znanego jako Final Fantasy III). Czy nie były to tylko czcze przechwałki? Wspaniałość samej gry najlepiej oddaje fakt, że wielu miłośników do dziś uważa ją za najlepszego Fajnala jakiego stworzono. A przecież musimy pamiętać, że najbardziej tłuste lata Square ma wciąż przed sobą.

But… I let you die.

Cloud

Rok ’94 to coś więcej niż tylko premiera FFVI – to także moment wkroczenia na salony pierwszego Playstation i szykowania się do ciężkiej batalii przez Nintendo. Jak się okazało, ostateczne słowo w pojedynku dwóch gigantów nie mieli oni sami, lecz Squaresoft. Wielu do dziś zastanawia się, jak potoczyłyby się losy obu konsol gdyby Final Fantasy VII zgodnie z pierwotnymi planami pojawiło się na Nintendo 64. Tak się jednak nie stało, a Square odrzuciło możliwość tworzenia gry na kartridżu, znacznie ograniczającym ich pomysły. Wściekli włodarze Nintendo stwierdzili jasno, że nie potrzebują na swojej maszynce kolejnego FF-a, co wywołało fale ostrej krytyki, zaś zimna wojna pomiędzy kwadratowymi a twórcami Mario trwała przez całą generację, aż do premiery GBA oraz Gamecube’a.

Wracając jednak do samej gry, została ona wydana w 1997 roku, stając się z miejsca pozycją na wszechmiar kultową. Doskonała grafika, muzyka oraz fabuła, osadzona w cyberpunkowym świecie zawładnęła sercami milionów graczy, stając się symbolem idealnej gry jRPG. O jej popularności mówi sam za siebie fakt, że to właśnie premiera siódemki wywołała ogromny boom na gry jRPG, który utrzymał się na rynku przez wiele lat, bo każdy chciał grać w „coś podobnego do Finala”, zaś jej remake jest najbardziej wyczekiwanym odświeżonym tytułem wśród graczy na świecie. Czy kiedykolwiek powstanie? Twórcy nabierają wody w usta, ale nie mówią też nie…
Jako ciekawostkę można dodać fakt, że bohaterowie Final Fantasy VII wystąpili gościnnie w bijatyce Ehrgeiz: God Bless the Ring. Jeśli więc miałeś kiedykolwiek ogromną ochotę skopać tyłek Cloudowi przy pomocy np. Tify, nic nie stoi na przeszkodzie, abyś to zrobił ;)

Po spektakularnym sukcesie siódmej fantazji autorzy postanowili odejść od klimatów poprzedniczki na rzecz historii miłosnej. Zaowocowało to powstaniem części VIII, pokazującej losy niejakiego Squalla, która spotkała się z mieszanymi reakcjami fanów Clouda i spółki. Jedni zostali oczarowani wspaniała, realistyczną grafiką, dynamicznymi cutscenkami oraz genialnym soundtrackiem, drudzy narzekali, że system walki jest słabo wyważony, zaś sama fabuła momentami po prostu mdła.

Wobec takich opinii Square zadecydowało o tym, że kolejna część będzie powrotem do korzeni i jednocześnie pożegnaniem z powoli konającym Playstation. Owocem takiego pomysłu była oczywiście część dziewiąta, ponownie serwująca nam świat, w którym średniowieczno – renesansowe klimaty łączą się z magią oraz maszynami rodem z szalonych snów Leonarda DaVinci. Final Fantasy IX spotkał się z ciepłym przyjęciem fanów, którzy docenili ciekawą, pełną zwrotów akcji historię, powrót klasycznego, kryształowego systemu oraz grafikę wyciskająca siódme poty z poczciwego PSX-a.

This is it. This… is your story. It all begins here.

Auron

Już podczas produkcji FFIX wiadomo było, że twórcy pracują także nad częścią dziesiątą, projektowaną pod nadchodzące wielkimi krokami Playstation 2. Z perspektywy czasu wiemy, że był to przełomowy punkt naszej historii i wymaga on szerszego spojrzenia na całość w kolejnej częsci artykułu. Mam więc nadzieję, że pozostaniesz, czytelniku, na tyle cierpliwy aby następnym razem wysłuchać mojej historii o chłopcu z innego świata oraz o wielkich kłopotach, w jakie popadł zarówno Sakaguchi, jak i całe Squaresoft, po których już nic nie będzie takie jak dawniej…





Tagi:Tagi:


  1. Claudde
    Listopad 5th, 2011 at 19:38 | #1

    W zasadzie już można wnioskowac, że druga częśc ma zamiar opisywać to, jakie bzdury odwala Square-Enix z serią, wiec będzie o wiele mniej pochwalnie pewnie, ale z drugiej strony też nie widzę jak możnaby sensowniej podzielic całość.

  2. Den
    Listopad 5th, 2011 at 19:39 | #2

    Final Fantasy VI to najlepszy oldskulowy Final, ale lepszym od siódemki bym go nie nazwał ;o

  3. SroQ
    Listopad 5th, 2011 at 19:43 | #3

    @Claudde
    Zdaje sobie z tego sprawe, postaram się jednak spojrzeć na to nieco chłodniejszym okiem niż zwykle, bo aż tak S-E też nie chcę krzywdzić, czasem im cos się uda upiec.

  4. Claudde
    Listopad 5th, 2011 at 19:43 | #4

    Serio masz zamiar dostrzegać zalety w takich crapiszonach jak np. FFX-2? xD

  5. SroQ
    Listopad 5th, 2011 at 19:47 | #5

    Aż tak nie szalejmy… ale już takie Crisis Core czy nadchodzące Type-0 pochwalić mozna. XII i XIII to wbrew fali krytyki też całkiem zjadliwe gry ;)