Home > Komiks, Recenzja Komiks > Recenzja – Życie i czasy Sknerusa McKwacza

Recenzja – Życie i czasy Sknerusa McKwacza

Ostatnio na Karawanie zrobiło się bardzo „kaczorowato”, za sprawą recenzji magazynu Kaczor Donald autorstwa Bandito. Postaram się tę passę utrzymać, pisząc recenzję serii opowiadań Życie i czasy Sknerusa McKwacza, o czym zapowiadałem zresztą prędzej w artykule o drzewie genealogicznym Donalda.

Na początek napisać muszę, iż Don Rosa to geniusz. Najczystszej postaci geniusz, który zdolny był do narysowania i napisania jednej z najlepszych (a co tam – najlepszej!) historii, dotyczącej przygód mojego ulubionego mieszkańca Kaczogrodu – Sknerusa McKwacza – najbogatszej kaczki świata.

Wszystko zaczęło się w roku 1992. Wtedy to, amerykański rysownik włoskiego pochodzenia, wydał pierwsze z dwunastu opowiadań, budujących całość komiksu – Ostatni z klanu McKwaczy (The Last of the Clan McDuck). Historia ta, mająca swoje miejsce na przełomie lat 70. i 80. wieku XIX, przedstawia nam 10-cio letniego Sknerusa – ostatniego potomka licznego rodu, który wraz z ojcem Fergusonem, kontempluje na cmentarzu swoich słynnych przodków. Na zapuszczonym, zaniedbanym cmentarzysku, na którym później odegrają się jakże ważne dla naszego młodego bohatera wydarzenia. Poznajemy Sknerusa, jako ubogiego chłopaka, odzianego w powyciągany, prujący się sweterek oraz w przyduży beret, który należał zapewne jeszcze do jego dziadka. Zastanawiamy się, czy to aby na pewno ten sam Sknerus, który rządzi i dzieli połową metropolii Kaczogród w czasach obecnych. Jak się później okaże – młody kaczor przeżyje multum arcyciekawych przygód, które wyhartują jego charakter i przygotują na bezlitosne, nie szczypiące się z nikim życie.

Mówiąc, że przeciągu swego życia, McKwacz przemierzy cały świat w poszukiwaniu fortuny oraz swojego miejsca w społeczeństwie, to zdecydowanie za mało. Wymienić dowolną szerokość i długość geograficzną i nie trafić w miejsce, na którym dzielny kaczor nie postawił płetwy, jest rzeczą bardzo mało prawdopodobną. Żaden kontynent nie ma przed Sknerusem tajemnic, a esencja jego niesamowitych podróży, przedstawiona jest właśnie w komiksie Dona Rosy.

Całość podzielona jest na 12 części. Chronologicznie. Razem ze Sknerusem, przechodzimy przez każdą część jego życia – jesteśmy z nim, gdy opuszcza rodzinny dom w Szkocji, stawia pierwsze kroki w Ameryce, nieporadnie chwyta się pierwszych zawodów… Obserwujemy wielkie chwile w jego bogatym życiu, bo jak inaczej można nazwać takie skrajne ciosy emocjonalne, jak śmierć rodziców, czy zarobiony pierwszy milion, do którego tak uparcie dążył? Podczas lektury, niezwykle mocno związujemy się z postacią tego niezwykłego kaczora i w napięciu śledzimy, jak to wszystko się skończy i rozwiąże.

Jednym z kluczy do tak emocjonalnego podejścia względem komiksu, są na pewno przedstawione w nim więzi rodzinne. Są one naprawdę bardzo uwypuklone i przez cały czas lektury nie dają nam zapomnieć, co tak naprawdę jest dla Skneruska w życiu najważniejsze. Nie zapominamy my, jednak dosyć często zapomina o tym sam Sknerus. Bilon oraz banknoty zasłaniają mu całe wspomniane na początku drzewo genealogiczne. Są w jego życiu momenty, gdy dostaje on od własnego rozsądku soczystego liścia w dziób, wskazującego mu na szczyt drabiny priorytetów i figurującą tam rodzinę. To wszystko jednak nie trwa długo – Sknerusowi ciągle mało, w swoich oczach ciągle jest ubogi i nie zaprzestanie, póki nie trafi na listę najbogatszych ludzi i kaczorów świata. Na sam szczyt. A gdy tam już trafi… po eksplozji radości przyjdzie czas na przemyślenia – „Czy w tym momencie posiadam już wszystko, czego chciałem? Czy czasami czegoś w życiu jednak nie przeoczyłem…?”. A może nie „czegoś”, a „kogoś”…?

Komiks posiada niesamowicie trafną proporcję opowieści przygodowych, komediowych oraz dramatu. Znajdzie się tu czas na zwiedzanie ze Sknerusem świata, na poznawanie nowych ludzi, stających mu na drodze, w końcu ma śmiech, radość, ale także na melancholię, żal i łzy. Don Rosa ma dar przelewania emocji na karty komiksu, opowieść bowiem porusza, skłania do refleksji i – i choć zabrzmi to zapewne banalnie i infantylnie – wskazuje nam niezwykle ważne wartości, którymi powinniśmy kierować się w życiu. Świetnie umie przedstawić nam złożoność kaczego charakteru, nie zanudzając tym ani trochę.

A’propos wspomnianego humoru – żaden inny rysownik przygód kaczego rodu, nie potrafi samymi tylko rysunkami wywołać u czytelnika takich salw śmiechu, jakie pojawiają się podczas przeglądania kart Dona Rosy. Praktycznie każda pojedyncza kratka komiksu posiada jakiś smaczek, czy ukryty dowcip w tle. Czasami mamy wrażenie, że poza przygodami Sknerusa, za tym wszystkim rozgrywają się jakieś drugoplanowe wydarzenia. Oczywiście to nie jedyna próbka poczucia humoru autora – w głównym wątku, w jego dialogach oraz w samych bohaterach, także doszukać możemy się ogromu rewelacyjnego poczucia humoru, podpadającego momentami pod Monty Pythona, a czasami nawet pod Braci Marx i – uwierzcie mi – wcale nie odbiegających od nich poziomem.

Na wielki pozytyw zasługuje również spójność opowiadań Rosy. Każdy, najmniejszy nawet element historii, nie znalazł się tutaj bez powodu. Wszystko zazębia się, jak trybiki w szwajcarskim zegarze. Widać to szczególnie w więzach rodzinnych. Przewija się tutaj bardzo sporo postaci ze wspomnianego drzewa genealogicznego autorstwa samego Dona Rosy i uwierzcie – dopiero po przeczytaniu „Życia i czasów…” zaczynamy doceniać całe to drzewo i wszystkie gałęzie do niego należące. Dzięki Rosie powstał zdecydowanie najlepszy i najbardziej złożony kaczy ród w historii.

To wszystko tłumaczy nam wiele niewiadomych z opowiadań innych autorów – chociażby narwany charakter Donalda. W opowiadaniu o Sknerusie, możemy dokładnie poznać rodziców siostrzeńca McKwacza, a wtedy wszystko robi się klarowne i jasne.

Historie przedstawione są w świetnym stylu artystycznym. Don posiada świetną rękę, jeśli chodzi o rysowanie. Jego ilustracje są charakterystyczne i nie sposób pomylić go z żadnym innym rysownikiem.

W Życiu i czasach…, każda z 12-stu historii posiada kartę tytułową stylizowaną na wnętrze nadgryzionego zębem czasu pamiętnika. Świetnie przedstawia się to w praktyce – na kartkach notesu, wklejonych jest nie tylko sporo zdjęć nawiązujących do fabuły, ale także często znajdują się różne przedmioty, które wypełniają kuferek wspomnień naszego kaczora. Doprawdy niezły pomysł, a wykonanie jeszcze lepsze – to wszystko w niebywały sposób oddziałuje na korzyść klimatu.

Kilka spraw natury technicznej.  Autor pisał i rysował komiks w latach 1992-1994. Składa się ze wspomnianych 12-stu części, jednak Rosa napisał także 6 dodatkowych, będących rozszerzeniem już istniejących. Niestety, w Polsce nie było nam dane ich podziwiać. Wydawca Egmont, zaserwował nam tylko tuzin, bez rozszerzenia. A szkoda, bowiem nigdy nie miałem zaszczytu poznać przez to pełnej historii Sknerusa McKwacza.

Jeśli mowa o polskim wydaniu – komiks pojawił się u nas pod tytułem $kneru$, jako wydanie specjalne Kaczora Donalda. Egmont wydał później kolejne przygody Sknerusa, pod szyldem Komiksy z Kaczogrodu. Wydane zostały trzy tomy KzK, jednak tylko dwa z nich (I i III) dotyczyły Sknerusa Dona Rosy. Uff, wszystko to zrobiło się trochę zagmatwane…

W KzK śledzić możemy pojedyncze, niepowiązane niczym wyprawy Sknerusa wraz z Donaldem i Siostrzeńcami, mające miejsce w czasie rzeczywistym. Nadal są one wysokiej klasy, chociaż do poziomu Życia i czasów Sknerusa McKwacza, zdołają się zaledwie zbliżyć, a nie im dorównać.

Dzieło Dona Rosy to komiks genialny. Dopracowany pod każdym względem, ponadczasowy, wciągający i zadziwiający złożonością wątków, a jednocześnie ich uporządkowaniem. Historia pucybuta z Glasgow, który przebywa każdy zakątek świata w celu realizacji swych marzeń, urzeka oraz wciąga. Bohater wytwarza wokół siebie aurę, która nie pozwala go nie lubić. Wszak towarzyszymy mu w tylu pięknych oraz ciężkich sytuacjach, że zaczynamy powoli myśleć tak, jak on. I w przeciwieństwie do Donalda, który twierdzi, że zdziwaczały starzec nie ma nam do zaoferowania nic więcej, poza wypełnioną zimnym, nic nie znaczącym metalem piwnicą, dobrze znamy prawdę. Piękną prawdę, tworzoną przez piękną historię niezłomnego kaczora. Ostatniego, z rodu McKwaczy.





Tagi:Tagi:


  1. Antari
    Kwiecień 6th, 2010 at 01:40 | #1

    Czytałem, pamiętam, nawet gdzieś mam schowany w szafie :P

  2. Adept
    Kwiecień 6th, 2010 at 08:12 | #2

    Świetny artykuł. Kazał mi sobie on przypomnieć historię pierwszego zarobionego miliona Sknerusa. Kiedy to był poszukiwaczem złota i wzbogacił się nie na łupaniu kilofem w kopalniach, ale na zaopatrzeniu innych poszukiwaczy w prowiant i niezbędne akcesoria. Ci dawali mu za te usługi samorodki złota, gdyż dzięki temu nie musieli tracić czasu na podróż do miasta. Nie wiem, czy ta historia wchodzi w skład wydania „$kneru$”, czy przeczytałem o tym w innej serii, ale na pewno była to jedna z mądrzejszych i najbardziej zapamiętanych przeze mnie historii.

  3. inlagd
    Kwiecień 6th, 2010 at 08:31 | #3

    Odnośnie Sknerusa, to bardzo fajnie wydany był poświęcony tylko jemu Mega Giga – komiks miał marginesy w kolorze dolarowej zieleni, które nawet po zamknięciu przypominały dolary. No i jeszcze odpowiednia okładka: http://goo.gl/J6xC

  4. Krupier
    Kwiecień 6th, 2010 at 08:37 | #4

    G e n i a l n y rysownik i genialny komiks. Oczywiście cały czas posiadam chociaż to już 10 lat minęło od wydania. Ale warto bo takiej kreski, takich pomysłów i całej tej magii nie ma żaden inny twórca komiksów KD.

    P.S. Liczę na więcej artykułów o KD. ;P

  5. Paweł „daf” Fliegel
    Kwiecień 6th, 2010 at 09:52 | #5

    Adept :

    Kazał mi sobie on przypomnieć historię pierwszego zarobionego miliona Sknerusa.

    Mówisz o opowiadaniu „Pierwszy miliard wujka Sknerusa”, które to znajdowało się w komiksie z serii „Donald i spółka”, w numerze 21 z 1992 roku. ; ) Świetna sprawa – również miło wspominam, chociaż szkoda, że każdy rysownik i scenarzysta inaczej przedstawiali losy Sknerusa, jak i jego samego.

    Zrobiłem zdjęcie jednej ze stron.
    http://img177.imageshack.us/img177/1796/dsc0297c.jpg
    To o to chodzi, prawda? ; )

  6. Andrzej
    Kwiecień 6th, 2010 at 10:43 | #6

    UWIELBIAM :D

  7. Zarajev
    Kwiecień 6th, 2010 at 10:51 | #7

    Przede wszystkim z ręki Rosy bardzo podobała mi się szczegółowość. Każdy osobny rysunek, każda ilustracja posiadały mnóstwo małych smaczków, które można było wyłapać.

  8. Adept
    Kwiecień 6th, 2010 at 12:18 | #8

    Paweł “daf” Fliegel :
    Zrobiłem zdjęcie jednej ze stron.
    http://img177.imageshack.us/img177/1796/dsc0297c.jpg
    To o to chodzi, prawda? ; )

    A, dokładnie! Zwłaszcza ten obrazek na lewo, kiedy podrzuca samorodki i mówi, że więcej zarobił na napiwkach niż gdyby pracował cały dzień. Teraz gdy napisałeś o „Donaldzie i spółce” to skojarzyłem, że w sumie jeżeli chodzi o Kaczora Donalda, to tylko i wyłącznie tą serię czytałem i nic więcej. Jak oceniasz tą serię na tle innych? Bo tylko z nią miałem kontakt.

    Swoją drogą to co jeszcze mi utkwiło najbardziej w głowie, to historia o tym, że Donald raz spotkał się z dwójką swoich przyjaciół z dawnych lat. Cała ich trójka w przeszłości była strasznymi urwisami i co chwilę robili kawały ludziom. Po latach, gdy już są dorośli, postanawiają znowu porobić parę psikusów i nic im kompletnie nie wychodzi, a ludzie na dodatek chcą ich rozszarpać za głupie dowcipy. W rozpaczy zastanawiają się co się stało, dlaczego w przeszłości im się udawało, a dzisiaj ludzie ich gonią z parasolami i podciągniętymi rękawami. Na końcu jednak dochodzą do wniosku, że to oni dorośli i gdy byli dziećmi to wiele uchodziło im płazem, a teraz po prostu są za starzy na takie psoty.

    To tyle jeżeli chodzi o wspomnienia o Kaczorze Donaldzie, jednak nadal pamiętam, że w tej historii był moment, jak jeden z trójki powiedział na pewną kobietę, że jest szersza niż wyższa, co wydawało mi się bardzo śmieszne :-)

  9. Paweł „daf” Fliegel
    Kwiecień 6th, 2010 at 15:36 | #9

    Adept :

    Swoją drogą to co jeszcze mi utkwiło najbardziej w głowie, to historia o tym, że Donald raz spotkał się z dwójką swoich przyjaciół z dawnych lat.

    Numer 17/1991. ; )

    Hehe, „Spółki” były rewelacyjne, miały klimat. Coś a’la początkowe „Giganty”. Później cała ta magiczna otoczka zniknęła, ale podejrzewam, że spowodowane to było tylko i wyłącznie nami – to jest dorośnięciem.
    Aha, „Spółki” zakończyły się nagle, bez ostrzeżenia na 43 numerze. Do dzisiaj wszystkie stoją u mnie na półce (a ja, rzecz jasna, znam wszystkie na pamięć ;) ).

    Adept :

    jednak nadal pamiętam, że w tej historii był moment, jak jeden z trójki powiedział na pewną kobietę, że jest szersza niż wyższa, co wydawało mi się bardzo śmieszne :-)

    Na faceta w pociągu, który to (pociąg) okazał się być wjeżdżającym na peron, a nie z niego zjeżdżającym. ; ) Na nieszczęście dla naszej trójki bohaterów. ;D

  10. loQ
    Kwiecień 6th, 2010 at 16:02 | #10

    Genialny artykuł o genialnym komiksie. W pełni oddaje uczucia, które czuje się czytając komiksy Rosy. Don Rosa to Geniusz. Nie ma lepszego autora komiksów.

  11. Tomasz „abrasante” Karulski
    Kwiecień 6th, 2010 at 16:14 | #11

    @loQ, widać, że poza Dona Rosem nic na poziomie nie czytałeś.

  12. loQ
    Kwiecień 6th, 2010 at 18:53 | #12

    Po prostu mam taki gust i nic tego nie zmieni. ;P

  13. loQ
    Kwiecień 6th, 2010 at 18:54 | #13

    Genialna kreska, te emocje, humor i w ogóle. :)

  14. Marcel „Bandito” Olczyk
    Kwiecień 6th, 2010 at 18:55 | #14

    IMO nie ma co równać Dona Rosy do innych artystów. Cóż tworzył on bądź co bądź komiksy na poziom taki aby mogły ciekawić nawet najmniejsze dzieci. Jest on w zupełnie innej kategorii niż Marvel (czekam kto mnie uświadomi jak zwykle że to nie jedna osoba xD).

  15. loQ
    Kwiecień 6th, 2010 at 18:56 | #15

    To tak jak z fanboy’ami. Twierdzi taki, że Nintendo/Microsoft/Sony/etc jest najlepsze i zdania nie zmieni, choć być mu miał zapłacić. I ja (jeśli chodzi o komiksy) to właśnie takim fanboy’em jestem. :D

  16. Marcel „Bandito” Olczyk
    Kwiecień 6th, 2010 at 18:58 | #16

    „Genialna kreska” czy mówiłem o kalce ? xD

  17. loQ
    Kwiecień 6th, 2010 at 19:00 | #17

    A In My Opinion jak najbardziej można. Dobry komiks to dobry komiks. ;)

  18. dzikq
    Kwiecień 7th, 2010 at 17:20 | #18

    Uwielbiam Don Rosa, ma świetny styl a jego dbałość o szczegóły jest perfekcyjna:)

  19. Krupier
    Kwiecień 11th, 2010 at 17:42 | #19

    A pamięta ktoś Kalendarz Kaczora Donalda? Były trzy wydania w formie książeczki, mam wszystkie. ;P Poradnik Młodego Skauta też był klawy, z tego mam tylko pierwszą część.

  20. Bandito
    Kwiecień 11th, 2010 at 17:59 | #20

    Z tego poradnika mam chyba 2 albo 3 ;d

  21. SroQ
    Kwiecień 18th, 2010 at 21:06 | #21

    Artykuł spodobał mi sie do tego stopnia, że dziś zakupiłem wydanie specjalne KD z 2000 roku własnie o Sknerusie, z okładką pokazaną powyżej :)

  22. loQ
    Kwiecień 19th, 2010 at 18:43 | #22

    Podobno mają wydać go jeszcze raz – w tym roku. Ale coś jak były informacje, tak teraz to ucichło już dość dawno i ani widu ani9 słychu.

  23. Krupier
    Kwiecień 19th, 2010 at 19:10 | #23

    SroQ ile dałeś?

  24. SroQ
    Kwiecień 20th, 2010 at 19:23 | #24

    Krupier-> 21,50

  25. malgasz
    Lipiec 23rd, 2010 at 11:16 | #25

    Przeciek z redakcji KD na temat Życia i Czasów Sknerusa:
    „We wrześniu/październiku 2010 ukaże się tom 1, w październiku 2. W ramach naszej nowej/starej kioskowej serii KOMIKSY Z KACZOGRODU. W nowym tłumaczeniu (Jacek Drewnowski). W pierwszym tomie podstawowa opowieść, w drugim pozostałe historyjki Rosy z tego cyklu. Cena 19,99 raczej. Ok. 200 stron w tomie. „

  26. bestek
    Marzec 1st, 2016 at 10:26 | #26

    „…jednak Rosa napisał także 6 dodatkowych, będących rozszerzeniem już istniejących. Niestety, w Polsce nie było nam dane ich podziwiać. Wydawca Egmont, zaserwował nam tylko tuzin, bez rozszerzenia. A szkoda, bowiem nigdy nie miałem zaszczytu poznać przez to pełnej historii Sknerusa McKwacza.”

    To nie Prawda. Mam w swojej kolekcji także i to uzupełniające wydanie. Świetna sprawa . Najpierw przeczytać wersję 12 częściową a później uzupełnienie. Te same historie w których np. czarny charakter znikał z karty (kadru) w wersji uzupełniającej można zobaczyć co dalej zrobił powiedział,pomyślał- KOMIKS POWALA

  1. Brak jeszcze trackbacków