Home > Anime, Japonia, Recenzja Anime > Recenzja – Captain Tsubasa

Recenzja – Captain Tsubasa

Ohzora Tsubasa to uczeń szkoły podstawowej, którego największą miłością jest piłka nożna. Marzy o zostaniu zawodowym piłkarzem i występie w Pucharze Świata w barwach reprezentacji Japonii. Mieszka wraz z matką, podczas gdy jego ojciec jest kapitanem statku. Rzadko bywa w domu żeglując po morzach i oceanach całego świata. Tsubasa Ohzora znany jest jako „Soccer no Moshigo” co tłumaczy się na “dziecko futbolu zesłane przez niebiosa”. Gdy miał niespełna dwanaście miesięcy wyszedł na środek drogi w pogoni za piłką i został potrącony przez samochód. Jednakże Tsubasa trzymał przed sobą ów piłkę i przy zderzeniu z samochodem pełniła ona rolę jakby poduszki. Od tej pory Tsubasa praktycznie nigdzie nie ruszał się bez niej. Stąd też jego maksyma życiowa: „Piłka jest moim przyjacielem”. Jak sama jego matka zauważyła, urodził się po to by grać w piłkę. Już jako młody chłopiec Tsubasa Ohzora dysponował świetną szybkością, kondycją, dryblingiem oraz mocnym uderzeniem. Każdy kto widzi go w akcji jest pod wielkim wrażeniem jego gry.

Historia rozpoczyna się od przeprowadzki Tsubasy i jego matki do Nankatsu, miasta znanego jako kuźni talentów japońskiej piłki nożnej. Tsubasa spotyka na swej drodze wielu przyjaciół, rywali, fanów itd. Czy uda mu się przebić do składu Shutetsu? Czy zawiąże wiele ciekawych znajomości? Czy rozwinie się piłkarsko w tym doborowym otoczeniu? I wreszcie jak potoczą się losy tego istnego diamencika piłkarskiego?

Więc… Mamy tutaj dzieciaka, imieniem Tsubasa, który marzy o grze w piłkę nożną…. Coś oryginalnego? Nic z tego. Większość dzieciaków marzy o karierze piłkarskiej. W każdym bądź razie mówimy tutaj o Tsubasie. Jest wspaniałym kopaczem i jest bardzo zdeterminowany w dążeniu do swojego celu. W kolejnych odcinkach rozwija się, robiąc nieustannie postępy. Niestety nie obywa się bez potu i łez. Mam tutaj na myśli, że przeciwnicy nie ułatwiają mu zadania, uprzykrzając mu życie na boisku na wszelkie możliwe sposoby. Co jeszcze? Nic! To cała fabuła, esencja futbolu jak to mówią niektórzy. Przez wszystkie 128 odcinków Tsubasa rywalizuje z innymi, musi stawić im czoła by zostać najlepszym grajkiem na świecie (a może tylko w Japonii). Muszę przyznać, że brzmi to dość nudno i praktycznie takie jest. Ale należy wziąć poprawkę na to, że seria ta adresowana była do młodszej widowni, a przynajmniej ja tak uważam, mogę się mylić.

Do czynienia tutaj mamy z prostą fabułą, historii nie możemy nazwać czymś wybitnym, bądź przynajmniej dać jej miano bardzo dobrej, lecz z drugiej strony, jest interesujące, mimo ilości odcinków (a’la tasiemiec, a tego nie lubię, bo po prostu z czasem robi się monotonnie, nieciekawie). Tak interesująca, że aż uzależniająca. Seria trzyma w napięciu, widz nie może przewidzieć wyniku meczu aż do ostatniego gwizdka sędziego. Zawodnicy dojrzewają, zdobywają nowe umiejętności, opanowują nowe techniki. Każdy zawodnik ma inne pobudki do bycia najlepszym. O pomocy rodzinie, do spełnienia marzeń dziecięcych.

Captain Tsubasa jest jednym z tych anime, w którym występuje dość pokaźna liczba postaci. Niestety, wiele z nich praktycznie się nie rozwija, raz są wspomniani i tyle. Albo nie są na tyle utalentowani by ewoluować, albo autorom się nie chciało tej kwestii poruszać. Większość bohaterów to po prostu piłkarze, nieliczni wybrańcy to postacie drugoplanowe, żeby nie rzec trzecio bądź czwarto-planowe. Niektórym może to się spodobać, bo praktycznie wszystko kręci się wokół boiska, brak tutaj niepotrzebnych wątków dramatycznych, komediowych i innych rzeczy rozpraszających uwagę widza.

Większość bohaterów nie jest jakimiś głębokimi i ciekawymi osobowościami, można rzecz, że ilość postaci nie idzie w parze z jakością. Jedynie postacie pierwszoplanowe są szerzej przedstawione. Ich motywacje, przeszłość, dylematy, marzenia itp. Zdecydowana większość postaci z CT została stworzona w celu zapełnienia luki na boisku bądź wsparcia jako kibice dla swoich drużyn. Przynajmniej dają się lubić.

Seria ta nie zna granic, tzn. postacie te mogłyby występować w każdym kraju, a jednak nadal byłyby wyjątkowe. Tsubasa znany jest na świecie pod wieloma imionami: jako Oliver (Meksyk / Ameryka Południowa), Majid (Środkowa Azja/ Arabia Saudyjska) i wiele innych.

Stworzenie takich bohaterów miało głównie na celu edukację najmłodszego pokolenia Japończyków. A ze starej szkoły (co mnie w sumie cieszy), gdzie bohaterowie twardo dążą do celu i uczą nas tego, czym jest duch walki. Najlepszym tego przykładem jest Tsubasa, główna postać serii, który mimo poważnej kontuzji nie schodzi z płyty boiska walcząc do samego końca.

Najmocniejszym punktem serii jest to jakie przesłanie niesie i sposób jego pokazania… Nie umniejszają tego nawet cudaczne akrobacje w powietrzu i na boisku wykonywane przez zawodników. Ok, mógłbym powiedzieć że animacje nie jest czymś cudownym, ale byłbym w błędzie! Animacja jest zaskakująca, wypada nadspodziewanie dobrze, jeśli nawet porównamy je to dzisiejszych produkcji (przesadzam, ale wybaczcie to fanowi tej serii). Zawodnicy poruszają się płynie po murawie. To prawda, że zobaczysz wiele niewyobrażalnych strzałów zaprzeczających prawom fizyki, ale w porównaniu to CT Road to 2002 wypada zdecydowanie na plus.

Duża liczba zagrań na boisku była powtórnie wykorzystywane w tym anime. Gołym okiem widać, że budżet raczej nie był za wysoki, albo po prostu lenistwo rysowników (kto wtedy myślał o grafice komputerowej?). Powtarzające się zachowania widowni, zagrania boiskowe to norma. Nie będę ukrywał, że strzały kiedyś bardzo mi się podobały (piłka wbijająca się w ścianę), mimo tego że były awykonalne.

Od strony audio anime prezentuje się dość dobrze. Jakimś wielkim szpecem nie jest jeśli chodzi o muzykę, ale osobiście utwory przypadały mi do gustu. Oddają nastrój tego anime, jego ducha rywalizacji. Efekty audio i podkład w czasie meczów pasują do zdarzeń występujących na ekranie. Co do głosu aktorów to zbytnio nie zwróciłem na to uwagi, może dlatego że najpierw oglądałem tą serię z lektorem w latach 90 bodajże na Polsacie 2.

Anime jest warte obejrzenia, zwłaszcza jeśli jesteś fanem piłki nożnej… A może powinienem powiedzieć tylko dla fanów futbolu. I jeśli tylko nie masz nic przeciwko temu, by twoją ulubioną grę uprawiała japońska młodzież, zdolna do wykonania niemożliwych zagrań, pokonania praw fizyki (w stylu ”Przyczajony tygrys, ukryty smok”, lub podobne twory). Także musisz się wykazać dużą cierpliwością co do dłuższych serii.

Ne ukrywam, że jestem fanem Tsubasy, ale moja “miłość” do tego tytułu bierze się z innej materii. To prawda, że Anime dało jakieś tam podwaliny, nazwijmy to zafascynowaniem tą serią. Ale dopiero manga sprawiła, że przejrzałem na oczy. Toż to arcydzieła, a nie zwykły komiks. W Japonii Tsubaso-mania spowodowała, że futbol wybił się na pierwsze miejsce jeśli chodzi o uprawiane sporty w KKW. To musi coś znaczyć. Z perspektywy czasu patrząc na ten tytuł po ok. 10 latach po pierwszym kontakcie z nim, dzięki Polsatowi 2 (chyba) da się dostrzec to jak człowiek był głupi. Spokojnie, już rozwijam myśl. Anime naprawdę dobry, ale wersja jaka była dostępna w Polsce, toż to istna zbrodnia. Chodzi mi o lektora, brakujące dialogi, nieadekwatne tłumaczenie, spolszczone imiona i nazwy własne, brak kilku odcinków. Człowiek cieszył się z tego co było, ale teraz patrząc na to po kilkunastu latach ciska się na usta pytanie: Dlaczego? Na szczęście niedawno Axn wypuścił ten tytuł z napisami (swoją drogą niewiele lepsze od lektora), ale przynajmniej ścieżka dźwiękowa jest oryginalna (bez lektorka) a to jest jedne z ważniejszych kryteriów dla mnie przy anime.


Recenzja została nam udostępniona dzięki uprzejmości serwisu animesport.pl
.





Tagi:Tagi:


  1. Marcel „Bandito” Olczyk
    Maj 23rd, 2010 at 20:02 | #1

    Wielokrotnie miałem sięgnąć do tego tytułu, jednak odstraszyła mnie fabuła i rok wydania tego anime. Kiedyś widziałem w telewizji kilka odcinków i jakoś mało wciągnięty odpuściłem oglądanie Tsubasy mimo tego że wiele osób w moim otoczeniu jarało się nim. Może kiedyś siądę i obejrzę to anime jednak mam do tego wątpliwości :P Co do samej recenzji napisana dobrze z uwzględnieniem wielu ważnych czynników :> Mam nadzieje że w przyszłości jeszcze kiedyś zobaczę twoją recenzje na karawanie :P

  2. SroQ
    Maj 23rd, 2010 at 20:44 | #2

    O, Tsubasa, moje pierwsze anime, ogladane na jakimś niemieckim kanale z powodu braku innych z bajkami xD

  3. Bodzio
    Maj 24th, 2010 at 09:15 | #3

    jedna z moich ulubionych anime, może temu, że jedna z pierwszych jakie oglądałem? a może temu że człowiek był zafascynowany piłką nożną i tworzył własną drużynę marzeń :) swoją drogą na Poloni 1 leciało chyba jeszczejedno piłkarskie anime, tyllko nie moge sobie tytułu przypomnieć…

    Co do tekstu :) to ciekawy choć dla mnie zbyt encyklopedyczno-surowy :) może dlatego że sporo wspomnień i emocji mnie mnie łączy z tą anime… Trochę bardziej doceniłbym też postacie w CT. Wiadomo, że nie każdy będzie tutaj wysuwał sie na pierwszy plan bo to nie możliwe przy tak wielkiej liczbie bohaterów i tak twórcy pokusili się o to by większość z nich pokazać na tyle sprawnie że utkwili mi w pamięci po dziś dzień (Kojiro, Misaki, Wakabayashi – w którego sie wcielałem na boisku:d, bliźniacy, czy ten jeden z problemami sercowymi w dosłonym tego słowa znaczeniu)

  4. Chili
    Maj 24th, 2010 at 17:06 | #4

    Bodzio, co do tego anime piłkarskiego, to nie dam sobie ręki uciąć, ale chyba masz na myśli Aoki Densetsu Shoot! (angielski Blue Legend!, po polsku „Piłka w Grze”-świetne tłumaczenie tak btw xD).

  5. Bodzio
    Maj 24th, 2010 at 18:27 | #5

    ano masz rację :) może jeszcze obejrze kiedyś w wakacje. dzięki

  6. karnaś
    Maj 25th, 2010 at 08:49 | #6

    A ja pamiętam Tsubase z młodzieńczych lat, gdy czekało się przed telewizorem na kolejne odcinki. Była nawet gra na „pegazusa” (oczywiście tylko po japońsku) w którą sie zgrywało godzinami.

  7. FurryThales
    Maj 27th, 2010 at 18:24 | #7

    Tak szczerze mówiąc to bardziej szalałem za Czarodziejkami z Księżyca czy Dragon Ball, niż za Kapitanem Tsubasą. Fajnie byłoby sobie przypomnieć tamte czasy, jednak nie posiadam tego kanału co puszcza obecnie Tsubase, a szkoda, bo jeszcze kilka innych fajnych seriali anime tam puszczali :/

  1. Brak jeszcze trackbacków